A czym jest czas przy tym, z czym przyszło się zmagać?
Jestem kiepski, lecz sam siebie wyrażam.
Gdy los się znów odgraża, spójrz na ludzi:
Ślad po nich łatwo zgubić,
A błędów nie da się wykupić, proste...
Gdy przed każdym posunięciem robisz odstęp...
Nie twierdzę, że dorosłem do decyzji by gadać za innych,
Bo to wymaga precyzji w większym stopniu,
A nie brakuje tych co reagują na świat jak po opium.
Widzisz gościu ten kraj, na ogranych patentach...
Słyszysz ciche westchnienia po niespłaconych alimentach...
Tak przeznaczenie beszta w kręgach niższych.
Chciałbym od drzwi od raju znaleźć wytrych.
Rozpatrywać los swój w czasie przyszłym,
Nie z dnia na dzień.
Lecz wielu jest takich co ode mnie pragną tego bardziej.
Przegranych wszędzie znajdziesz, bo do zwycięzców hektar.
Marzeń by tak jak oni mieszkać, w toku zdarzeń
Sens ich spełniać; bez ryzyka tym samym powietrzem oddychać.
Za wysoko by unieść zmęczone życiem oko,
Zerknąć na świat w którym jedyny problem to bogactwa.
Też mam tak, że tracę chęci,
Gdy los pędzi w stylu extrim,
By dystans zwiększyć.
Zero łaski, zero wzruszeń.
Ja sam w tym znów się uczę.
Uciec by uniknąć wykluczeń - nie da się.
Czarno na białym co jest źle.
Przed-przedsmak że mogę przegrać.
Widzę rozpacz - ot-tak, w ludzkich dolegliwościach.
Kontrast miedzy bogactwem a brakiem doznań.
Miłości nie da się rozpoznać, patrząc w taflę,
W której odbiciu wszystko wygląda na łatwe...
Zdejmij różowe okulary.
Dziesięć lat oczekiwań.
Nie chcę do końca życia twarzy w rękach skrywać.
Wiesz jak to się nazywa? Ja wiem. To moja cecha.
Muszę narzekać, jak widzę co mi ucieka.
Kiedy znajomy - dziś garniak, neseser, hubogo sweter;
Zero gadki - jemu jest lepiej niż nam dziś,
Więc czemu ma się zniżać do gościa z ławki?
Niegdyś w oparach gandzi, teraz zapomnij!
Dla jednych gruby szmal, dla drugich komornik,
A ja w tym trwam by w przyszłości nie być bezdomnym.
Pcham swój bagaż, wyrażam siebie w tekstach,
Wzrok wryty w szybę, dupskiem przykuty do krzesła.
Czuję jak los mnie skreśla z listy tych zajebistych,
Dla których życie to piknik w klimatach fikcji niedostępnej
Dla tych co biegną nierównym tempem.
Serce boli, co jest? Sam powinieneś wiedzieć.
W miejscu ciężko usiedzieć biegając za jutrem;
Tylko nabijam przebieg, potęgując zmęczenie.
Wszak jestem młody... Moim jedynym pragnieniem są wygody;
Lecz schody prowadzące do nich zbyt kręte, by naraz przejść je.
Pytasz co jeszcze? Po co?
Masz oczy - patrz jak ludzie nie wiedzą co począć, tonąc w konfliktach.
Niszczy ich system, czy własna ambicja?
Jedno jest pewne - szlag nas wszystkich w jednym miejscu przetnie.
Nie pytaj o miejsce, bo na pewno wiesz gdzie...
|
|
Comments
Place a comment